Odgłosy dżungli, czy afrykańskich stepów? Z pewnością podbite lekkim bitem, który zdecydowanie odbiega od house'owych brzmień poprzednich remiksów hiszpańskiego dj-a Johna Talabot'a.
Tym razem, ten znakomity dj, który podbił parkiety wielu house'owych klubów na całym świecie, wkracza w świat muzyki elektronicznej jako producent muzyczny. Debiutancki album "fIN" wydany w styczniu 2012 roku przez niemiecką wytwórnię "Permanent Vacation" różni się od typowych dla Talabota dj-setów. "fiN" to doskonała mieszanka elektronicznych eksperymentów lewitujących ponad techhousowymi dźwiękami, a wkraczającymi bardziej w przestrzeń gatunku chillout.
Na płycie oprócz charakterystycznego ładunku perkusyjnego pojawiają się gościnnie wokale tak znakomitych artystów hiszpańskiej muzyki klubowej jak: Pional i Ekhi (Delorean).
Album otwiera utwór "Depak Ine". To on porywa nas w trwającą niecałą godzinę podróż po niezwykle emocjonalnych oraz nieco mrocznych zakamarkach elektroniki. Delikatne, wysublimowane tło muzyczne oraz przedzierające się przez nią perkusjonalia nadają całej płycie hipnotyzujący charakter. "Destiny" wykonany wspólnie z Pionalem poprzez melancholijny bit, magnetyzujący wokal i wpływy południowoamerykańskie pociągają coraz głębiej w delikatny świat Talabota. Numer 3 "El Oeste" to według mnie genialny popis dźwięków, które pozwalają oderwać się całkowicie od otoczenia. Pozostałe utwory podbijane subtelnym bitem wciągają coraz bardziej w medytacyjny nastrój.
Album zamyka "So will be now", w którym kolejny raz głos Pionala wprowadza w ostateczny trans.
Po dziesięciu latach techno-doświadczeń John Talabot ujawnia się nam jako dojrzały producent, który ogromną witalnością i różnorodnością wchodzi bardzo pewnie na scenę muzyki elektronicznej, jednak bardziej delikatnej i bardziej soczystej niż jakikolwiek dj-set powstały na hiszpańskiej scenie muzyki house.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz