niedziela, 12 lutego 2012

HOTELOWY DUET I POLICJANTKA


I
Hotel. Ona w jednym pokoju, on piętro wyżej. Tak rozpoczęła się współpraca brytyjsko-amerykańskiego duetu. Alison "VV" Mosshart i Jamie "Hotel" Hince, jako the Kills istnieją od 2000 roku. Połączenie punkowego wokalu Mosshart i charyzmatycznej gitary Hince'a wystarczyło na wydanie czwartego albumu zatytułowanego "Blood Pressures". 
Muzyka the Kills rzeczywiście zabija słuchacza minimalistycznym stylem, ale jedynie pod kątem wykorzystania ilości instrumentów: gitara, perkusja (automat perkusyjny) i wokale. W dobie elektronicznych eksperymentów taki zestaw może zaskakiwać. Pomimo tego każdy album, począwszy od nieco bluesowego debiutu "Keep on your mean side" wydanego w 2003 roku, wydaje się być idealnie wypełniony energią płynącą z "warsztatowej" perkusji, zimnego brzmienia gitary i męsko-damskiego wokalu. 
Proszę nie spodziewać się mocnego instrumentalnego wybuchu oraz emocjonalnych wrzasków wokalistów, utwory prowadzone są przez łamiące dźwięki strun i to one nadają niespotykaną atmosferę rockowej parze, albo odwrotnie: rockowa para nonszalancko wydmuchując tytoniowe powietrze ignoruje wszelkie standardy. 

Ze względu na punkowe korzenie Mosshart the Kills unikają spektakularnych koncertów, wywiadów oraz wielkich wytwórni płytowych. Ich pierwszy EP został wydany przez brytyjską, niezależną wytwórnię płytową Domino Recording Company, a w Stanach Zjednoczonych przez Dim Mak Records.

Kiedy pierwszy raz zetknęłam się z the Kills, moją uwagę zwróciły brzmienia, przypominające utwory PJ Harvey z płyty "To bring you my love", okazało się jednak, że to nie PJ, a album "No Wow" zupełnie nie znanego mi wtedy zespołu. Tak rozpoczęła się moja fascynacja indie rockowym minimalem.

W 2011 roku The Kills wydali wspomniany album "Blood Presures", który potwierdza kunszt Hince'a i świetną współpracę z głosem Mosshart. Dwa balladowe utwory: "Wild charms" i "The last goodbye", pomiędzy energicznymi zrywami gitary, tworzą niezwykle eksperymentalną atmosferę i choć obniżają nieco ciśnienie całego albumu są na pewno największymi odkryciami dla słuchaczy. Punkowe, zbuntowane, przyćmione tytoniowym dymem oblicze "VV" ściera się z nowym, wyjątkowo łagodnym i melancholijnym charakterem, ale to tylko kropla w morzu, bo wokół tych "małych" niespodzianek słyszymy doskonałą energię, która zaskakuje słuchaczy od samego początku istnienia zespołu. I nie dajmy się pozorom, to nie jest jednostajność i monotonia, to przygotowanie do maksymalnego podwyższenia ciśnienia krwi. Także bądźmy gotowi na energetyczny, supramaksymalny stan!



II
Udzielała się w projektach muzycznych m.in. z Lou Reedem, Dave'em Gahanem, Sheryl Crow, Scissor Sisters i Antony & The Johnsons, a od 2002  ta wyjątkowa, amerykańska skrzypaczka, wokalistka i autorka tekstów działa jako policjantka. Joan Wasser, czyli Joan as Police Woman, znana jest na scenie indie rockowej od lat 90-tych. W 2002 roku postanowiła rozwijać swoją karierę solową zakładając projekt Joan as Police Woman. W 2011 roku wydała swój czwarty album pt. "The deep field".


Tym razem Wasser zabiera słuchacza w zmysłowy, soulowy świat pełen emocjonalnych zwierzeń i tekstów o miłości z jednej strony, a z drugiej nieco psychotyczne gitarowe riffy i delikatnie hipnotyzujące dźwięki sekcji dętej otoczone funkowym basem wprowadzają w stan totalnego odprężenia. Z pewnością "The deep field" to najbardziej dojrzały album artystki, który przez brytyjski magazyn The Sun uznany został jako doskonałe połączenie Joni Mitchell i Billie Holiday. Płyńmy zatem z fenomenalnym głosem Joan oraz akompaniamentem rewelacyjnych muzyków w najskrytsze tajemnice intymnego świata muzyki.

n.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz